Henoch „wiecznie żywy” – wstęp.

Zaczęło się bardzo niewinnie. Szukając jakiegoś porządnego tematu chciałem powrócić do pojazdu Josefa F. Blumricha, modelu wykonanego na podstawie opisu zawartego w „Księdze Ezechiela”. Cel był w zasadzie jeden – sprawdzić technologiczną zgodność tego, co wyszło Blumrichowi z rzeczywistymi danymi na temat aerodynamiki, możliwości pędnych, sił nośnych itd.. Czyli: czy „ustrojstwo” takie mogłoby latać czy absolutnie nie? Aby jednak nie być twórcą obarczonym tzw. „łatą kalkomaniaka” postanowiłem w końcu, samodzielnie zapoznać się z treścią tego, co powszechnie nazywa się „Proroctwem Ezechiela”. Absolutny przypadek sprawił jednak, że zamiast zagłębić się w rzeczony tekst zacząłem czytać zupełnie coś innego. Dopiero po kilku linijkach zorientowałem się, że to nie ta księga i nie ten prorok! Jakimś cudem zamiast w wyszukiwarce wpisać: Ezechiel, wpisałem: Henoch… Wątpliwości jednak znikły natychmiast: Josef F. Blumrich, Ezechiel i ich maszyna muszą trochę poczekać! Tekst w który się zagłębiłem okazał się tak fascynujący, że praktycznie nie mogłem się od niego oderwać. Aż dziw, że dotąd jakby unikałem samodzielnego zapoznania się z tą treścią polegając raczej na opracowaniach. To błąd poważny…

Trzeba wspomnieć tutaj kim był Henoch. Zgodnie z przekazem biblijnym synem Kaina a więc wnukiem Adama i Ewy. Urodził się w krainie Nod w której Kain spędzał swoje wygnanie po zabójstwie brata – Abla. Jego imieniem nawet zostało nazwane miasto które Kain w owym miejscu rzekomo wybudował. Henoch był ojcem Irada, dziadem Mechujaela i pradziadem Lameka (Lamecha). Inaczej mówi jednak przekaz tzw. kapłański. W nim Henoch jest spokrewniony z pierwszymi ludźmi „dopiero” w siódmym pokoleniu i jest synem Jareda. Nie mniej oba „źródła” przekazują, że Henoch żył w wyjątkowej poufałości z Panem i że odszedł przedwcześnie, a w zasadzie znikł, mając „zaledwie” 365 lat…

Dla porządku trzeba też napisać, że obecnie funkcjonują cztery „Księgi Henocha”: etiopska, grecka, hebrajska i słowiańska. Ale jedynie Koptyjski (etiopski) Kościół Prawosławny włączył ją do kanonu. Przekład z którego korzystałem to niewątpliwie wersja słowiańska powstała prawdopodobnie w II wieku n.e. – prawdopodobnie w Grecji. Nie mniej podstawą do jej napisania były na pewno starsze wersje hebrajskie, aramejskie i qumrańskie. Zaznaczyć też trzeba, że przekład ten zawiera już wiele oznaczeń, określeń i słów których Henoch w oryginale z pewnością nie użył. Niech przykładem będzie słowo „orbita” które pojawia się kilkakrotnie w tekście a które Henochowi nie było za pewne znane. Widocznie tłumaczący mieli spory problem ze znalezieniem odpowiedniego synonimu pierwotnego słowa.

Ponieważ jest to wstęp, więc zaraz na wstępie zaznaczę co tak bardzo mnie poruszyło przy czytaniu „Księgi Henocha”, że zrezygnowałem z ulubionego tematu technicznego.

Po pierwsze, Henoch opisuje wszystko w pierwszej osobie, nie jest obserwatorem, jest czynnym uczestnikiem zdarzeń.

Po drugie, prorok sam siebie określa jako kronikarza, historyka, dokumentalistę. I to rzetelnego. Może i nic w tym takiego dziwnego, gdyby nie to… że Henoch robi notatki. I tu szczęka opadła mi na blat biurka! Dla czego? Z definicji, pierwsze pismo – piktogramy pojawiło się w II połowie IV tyś. p.n.e.. Tymczasem Henoch, żył albo krótko po Adamie i Ewie (III pokolenie) albo nieco później, wg. przekazu kapłańskiego, w siódmym pokoleniu. Nie zależnie od tezy datowania urodzin Henocha było to przed potopem! Jeśli wierzyć doniesieniu austriackich naukowców z Uniwersytetu w Wiedniu, to wielki kataklizm jaki w biblii nazwano „potop” miał miejsce 9545 lat p.n.e.. Jeśli jednak, przyjmiemy, że potop miał miejsce zaledwie 2370 lat p.n.e. a Adam i Ewa zostali stworzeni w roku 4026 p.n.e. (tak zwane datowanie biblijne ale w tym datowaniu pismo jest starsze od… człowieka (sic!)) to i tak trudno uwierzyć, że Henoch robił jakieś notatki. A jednak, robił! I wyraźnie zaakcentował to w swojej księdze.

Po trzecie, nie sposób nie zauważyć, że autor (autorzy) przekładu wszystko co „boskie” zamknął w nawiasach. [Bóg], [boski], [boża]… czyżby Henoch używał na określenie istoty z którą miał kontakt jakiegoś słowa na które brakuje znanego nam synonimu? Zadziwiające jest, że tam gdzie prorok opisuje najważniejszą postać używa zwrotów: „najwyższy”, „pan światła”, „król wieczności” a nie po prostu: „Bóg”.

Po czwarte, jaka w zasadzie jest ta religia Abrahama – monoteistyczna czy politeistyczna? Bo z opisu Henocha wynika, że „Pan”otoczony był setkami aniołów (tu problemu z nazewnictwem nie ma) i potężnych cherubów. No to jeden Bóg czy  wielu?

I po piąte, kolejne… żadne to proroctwo! Jest to dokładnie to, czym ma być czyli kronika, opis zdarzeń, historia dla potomnych. I nie dziwi wcale, że żaden, prócz etiopskiego, kościół katolicki „Księgi Henocha” nie uznał i nie uzna. Nie trzeba wielkiego wysiłku aby szybko zorientować się, że co prawda w czasach Henocha byli na Ziemi jacyś bogowie, nie wiedzieć tylko czemu bardziej przypominali załogę lotniskowca klasy „Nimitz”, niż niebiańskie istoty w które mamy wierzyć.

I tyle we wstępie. W pierwszej części, która pojawi się niebawem, zastanowimy się nad genezą zdarzeń które Henoch opisuje w swojej „Księdze”, dotyczących „buntu aniołów” i kary jaką mieli ponieść. Nie ma w tym niczego nie dającego się wyjaśnić. A Henoch? Henoch jako kronikarz sprawdził się doskonale!


Nim jednak nastąpi właściwy wpis przeprowadzimy pewien eksperyment. Każdy będzie mógł go powtórzyć we własnym zakresie. I mam nadzieję, że się Wam spodoba. Ba! Przeprowadzimy nawet quiz… a zwycięzca zostanie wyróżniony. O tym jednak, następnym razem.


„Lajkujemy”, jak zwykle!

Dodaj komentarz

Proszę się zalogować, aby skomentować.
avatar
  Subscribcja  
Powiadom o